W dzisiejsze południe rozpoczął się ostatni akcent tegorocznego turnieju tenisowego Pekao Szczecin Open. W finale triumfator sprzed roku Florent Serra spotkał się z Evgeny Korolevem. Zanim jednak doszło do tej konfrontacji, na korcie centralnym obserwowaliśmy ostatni pojedynek turnieju artystów. Zwycięzca dwóch poprzednich edycji Marcin Daniec stanął naprzeciw Jana Englerta. Bardziej doświadczony tenisista tym razem przełamał supremację satyryka wygrywając 6:4, 6:4.
Po wręczeniu nagród na szczelnie wypełnionych trybunach można było wyczuć nastrój oczekiwania na piękny tenis. Losowanie wygrał Francuz i to on pierwszy serwował. Brakowało mu jednak koncentracji i od razu dał się przełamać Rosjaninowi, któremu nie przeszkadzało świecące w twarz słońce. Korolev próbował pójść za ciosem, ale zawodziła go jego najgroźniejsza broń - skuteczny atomowy serwis. Psuł swoje pierwsze podania, co znakomicie wykorzystał jego rywal. Zatem w meczu mieliśmy wynik 1:1, co zwiastowało kolejne emocje.
W finale gry podwójnej Pekao Szczecin Open 2009 polska para Tomasz Bednarek i Mateusz Kowalczyk (na zdj.) pokonała 6:3, 6:4 Ukraińców Oleksandra Dołgopołowa i Artema Smirnowa. Pojedynek trwał zaledwie 52 minuty, w czasie których sędzia był zmuszony uciszać zachwyconą meczem publiczność.
Francuz Florent Serra wygrał z Hiszpanem Oscarem Hernandezem 7:6 [1], 6:1 i awansował do finału Pekao Szczecin Open 2009. Tym samym stanie przed szansą obrony tytułu wywalczonego przed rokiem.
Rosjanin Jewgienij Koroliew(na zdj.) pokonał rozstawionego z numerem pierwszym Hiszpana Alberta Montanesa 4:6, 6:3, 6:2.
Przed meczem dnia, na korcie pojawił się Wojciech Fibak, który bardzo chwalił szczecińską publiczność.
Turniej Pekao Szczecin Open wkroczył w decydującą fazę. W piątek przy sprzyjającej pogodzie rozegrano ćwierćfinały singla (kort centralny) oraz półfinał debla. Na korcie nr 1 stanęli naprzeciwko siebie Ukraińcy i Brytyjczycy. Para Dolgopolov Jr./Smirnov tylko w pierwszym secie miała problemy z Aucklandem i Marrayem. Partia ta zakończyła się w tie-breaku. Drugi set to już formalność i zwycięstwo naszych wschodnich sąsiadów do jednego. Przypomnijmy, że w finale czeka już na nich szczecińsko-bytomska para Bednarek/Kowalczyk.
Tomasz Bednarek ze Szczecina i Mateusz Kowalczyk z Bytomia zagrają w finale. Dla Kowalczyka to życiowy sukces. Bednarek grał już w finale w 2006 roku u boku Marcina Matkowskiego. Dziś pokonali rozstawionych z 2 Leosa Friedla z Czech i Rogiera Wassena z Holandii 6:2 6:3.
Czech Jiri Vanek, który we wtorkowym meczu wyeliminował Marcina Gawrona, tym razem musiał uznać wyższość zwycięzcy ubiegłorocznego szczecińskiego challengera. Francuz Florent Serra (na zdj.) zwyciężył w dzisiejszym meczu dnia 6:4, 6:1. -Trudny rywal, ale moja gra była bardzo dobra. Byłem agresywny, w drugim secie przeciwnik trochę mi pomógł, a ja grałem swoje i nie pozwoliłem mu 'wejść w mecz'- powiedział po meczu Francuz.
Na środę zaplanowano głównie spotkania deblowe, w których ostatnią szansę na pozostanie w turnieju Pekao Szczecin Open mieli Polacy. Niestety sztuka ta nie udała się Marcinowi Gawronowi (na zdjęciu) i Grzegorzowi Panfilowi, którzy wyraźnie ulegli parze brytyjskiej James Auckland oraz Jonathan Marray w stosunku 3:6, 1:6. Ostatnimi Polakami w turnieju pozostali więc inni debliści - Tomasz Bednarek i Mateusz Kowalczyk. Ich rywalami w meczu dnia byli James Cerretani (USA) oraz Lukas Rosol (Czechy), którzy dzień wcześniej wyeliminowali parę Chadaj/Fedyna. Pojedynek ułożył się po myśli mądrze grających 'gospodarzy'. Zwyciężyli oni pewnie 6:2, 6:1 obnażając słabe strony oponentów i mszcząc się tym samym za przegraną swoich rodaków. W półfinale rywalami Bednarka i Kowalczyka będą jutro Czech Leos Friedl oraz Holender Rogier Wassen.
W dniu dzisiejszym rozegranych zostało dziesięć spotkań singlowych i pięć deblowych. Łukasz Kubot (na zdj.) przegrał 1:6, 4:6 w pierwszej rundzie z rozstawionym z numerem drugim Florentem Serrą. Pierwszy set skończył się po 21. minutach. Drugi zaczął się lepiej, bo od prowadzenia Polaka 4:1. Zaczął trzymać piłkę w korcie, i nie bał się atakować. Serra wyglądał na rozkojarzonego. Obaj tenisiści w spotkaniu szukali piłek bezpośrednio wygrywających, celowali w linie. Woleli przegrać punkt, ale zaryzykować. Kubot do końca spotkania nie wygrał już gema, choć przy 4:5 i serwisie rywala miał dwa breakpointy.
-Nie zamierzam skarżyć się ani na sztuczne światło, ani na zmianę nawierzchni po powrocie z Ameryki Północnej bo 'przestawienie się' z amerykańskiego cementu na korty ziemne nie jest aż tak trudne- powiedział po meczu nasz zawodnik. Przeciwnik grał o wiele pewniej i bardziej regularnie- dodaje. Łukasz Kubot zajmuje obecnie 112 miejsce w rankingu ATP, ale w tegorocznych planach ma awans do czołowej '100'.
W drugim dniu turnieju głównego Pekao Szczecin Open zmagania rozpoczęły się w samo południe. Na korcie centralnym oglądaliśmy dwa 'polskie' mecze. Najpierw Evgeny Korolev (Rosja) zagrał z Mateuszem Kowalczykiem, a następnie debliści Adam Chadaj i Bartłomiej Fedyna zmierzyli się z Jamesem Cerretani (USA) oraz Lukasem Rosolem (Czechy, na zdjęciu).
Pierwsze spotkanie serwisem rozpoczął Rosjanin i bez problemu wygrał gema, mimo iż jego podanie nie było zbyt silne. W drugim gemie Kowalczyk pokazał swoją najgroźniejszą broń - atomowy serwis. Po jego uderzeniach piłka niejednokrotnie leciała z prędkością ponad 220km/h!
Hiszpan Albert Montanes (na zdj.), rozstawiony z numerem 1, wygrał mecz pierwszej rundy z Lukasem Rosolem z Czech. Jak przystało na kibica sportów motorowych, rozprawił się z przeciwnikiem w iście rajdowym tempie. Wystarczyły trzy kwadranse i wynikiem 6:0, 6:2 gładko przeszedł do następnej rundy.
W tym samym czasie trwał mecz Polaka Grzegorza Panfila, który po pięknej i zaciętej walce przegrał w pierwszej rundzie z Francuzem Guillaume Rufinem 6:4, 5:7, 3:6. Bytomianin, 394 w rankingu ATP Wygrał pierwszego seta 6:4 i prowadził z przełamaniem 2:0, gdy zaczął wyrzucać piłki mając w wymianie przewagę. Umiał rozprowadzić rywala po korcie, ale brakowało udanego kończącego zagrania. Rufin z kolei zachęcony takim obrotem sytuacji ruszył chętniej do ataku. W trzecim secie prowadził 3:0, Panfil odrobił stratę przełamania, by znów stanąć w miejscu.