|
Portalowi nie dawałem szans na przeżycie Pamiętam jak dziś, jak twórcy zapowiedzieli, że mają w planach pewien projekt związany ze sportem w necie. Nie chcieli zdradzić tajemnicy o co chodzi. - Będzie niespodzianka – powiedzieli tajemniczo. Przyznam, że gdy tajemnica przestała być tajemnicą poczułem lekkie rozczarowanie. Ligowiec.net przypominał mi stronę halp-u i nie dawałem mu większych szans na przeżycie.
Okazało się, że nie doceniłem mocy sportowych pasjonatów amatorów. Bo przecież to oni przede wszystkim tworzą stronę. Amator sportowiec potrafi zadbać o swój zespół, a kibic jak mało kto potrafi dopieścić swój ligowy zespół. I świetnie, bo sport amatorski ma przede wszystkim bawić i sprawiać satysfakcję. Możliwość podzielenia się przed kimś swoim małym sukcesem, to doprawdy wspaniała sprawa.
Strona funkcjonuje w całym lokalnym sporcie. Stała się tak popularna, że dla niektórych stanowi wręcz wyrocznię. Ileż to razy słyszałem na zawodach różnej rangi: "A na ligowcu czytałeś?…" lub "No co ty, przecież na ligowcu pisali, że…". Ligowiec to potęga. I dobrze, bo to medium najszybsze i najlepiej zorientowane w swoim temacie.
Przyznam, że w zawodowej pracy często korzystam z zasobów ligowca. Choć tworzony przez amatorów (nie mam na myśli kilku profesjonalistów, chyba tak zwanych administratorów?) jest bowiem rzetelnym źródłem wiedzy.
Jedyne co mnie trochę do niego dystansuje to komentarze. Nie zawsze mieszczące się w szeroko przeze mnie pojmowanym słowie: kultura. Na wulgaryzmy i wyzwiska nie ma w nim dla mnie miejsca. No. ale to przypadłość całego internetu, nie tylko ligowca.
Po pięciu latach funkcjonowania, dla mnie ligowiec to prawdziwa perełka w sportowym internecie. Zawsze rano odpalam stronkę żeby być na bieżąco. Potencjał jej rozwoju jest ogromny, bo przecież sport amatorski funkcjonuje w całej Polsce, a ligowiec działa przede wszystkim w naszym regionie.
Administratorom życzę ekspansji, wielu jeszcze równie dobrych pomysłów, jeszcze więcej odsłon, użytkowników i… jak najwięcej banerów reklamowych. Niektórych być może one denerwują (mnie nie), ale przecież bez nich strona nie będzie mogła funkcjonować na poziomie, do którego mnie przyzwyczaiła. autor: Dariusz Jachno (dziennikarz Przeglądu Sportowego)
data dodania: 2011-10-14 16:54:45 liczba wyświetleń: 2267 |