V liga, nasza liga... okiem piątoligowego kibica
Tej ligi wierni kibice nie mogą się już doczekać. Wypatrują ją z utęsknieniem, bo cóż może być bardziej wspaniałego w Polsce gminno-powiatowej, niż mecze na pobliskim boisku. Tam są dopiero emocje, prawdziwe męskie emocje!
Zagorzały kibic piątoligowy pędzi na stadion przy ulicy Sportowej (najczęściej) i to pod nr 1. Bo zazwyczaj tam, na łąkach, wytyczano najpierw boiska, a potem budowano ulicę. Nieraz jak władza głaskała sport, to przy boisku postawiła jeszcze pawilon z szatniami i wyposażyła trybuny w plastikowe krzesełka, a jeśli była obojętna, to na stadion trzeba iść z gazetą, aby nie ubrudzić świątecznych spodni na brudnej ławce. Świątecznych, gdyż kiedyś mecze o punkty i święte wojny toczono tuż po sumie. Ale teraz już inne czasy, tylko problemy pozostają te same.
Przed rundą wiosenną najwięcej zmartwień sprawiała kwestia ośnieżonych boisk. Dla piątoligowych piłkarzy to wielka bieda, bo nie ma gdzie ćwiczyć tajnych zagrywek, którymi można potem zaskoczyć rywali. Wszędzie śnieg jak na dachach. Kłopot tym większy, że sporo klubów klepie biedę, brakuje im grosza na sprzęt, na ciepła wodę, a nawet na telefony.

Najlepiej jednak toczy się piłka tam, gdzie pojawi się 'człowiek orkiestra'. To ktoś taki, jak mawiają znawcy, kto ma szajbę na punkcie futbolu i wypruwa żyły, biega po sponsorach i organizuje, aby wszystko grało. Czasem cały klub zależy od jednego człowieka-działacza lub po prostu jakiegoś sponsora. Są pieniądze, idzie gra i atmosfera w klubie jest dobra. Niemal w co trzecim klubie trener choć w kwiecie wieku z siwym włosem na głowie, stara się jeszcze służyć osobistym przykładem na boisku. Taka sytuacja ma miejsce w Osadniku Myślibórz gdzie Andrzej Miązek, były zawodnik m.in. Pogoni Szczecin, jako grający trener stara poprawić obecną sytuacje klubu. Podobnie jest w zespole Orła z Trzcińska Zdroju, gdzie Andrzej Mikitów ma dwie role: trenera i zarazem zawodnika.
Można by wiele problemów wymieniać, jakie czekają nas, kibiców jak i działaczy sportowych, zawodników w trakcie trwania rozgrywek. Mogę jednak stwierdzić, obserwując z roku na rok niższe ligi, że sytuacja ta na szczęście się polepsza. Nie ma jednak czym się szczycić, ponieważ do 5 ligi angielskiej brakuje nam bardzo, bardzo dużo, bo rzadko możemy spotkać w 5 lidze chociażby stadiony z dwoma trybunami, na dodatek krytymi! Rzadko widzimy ekipy piątoligowe na wszelakich zgrupowaniach.
Na szczęście jest coś czego nie znajdziemy zagranicą, a znajdziemy u nas. Ta atmosfera i ten klimat: niepowtarzalny. Pan Kibic może przeżywać zmienne nastroje od aplauzu do złości, pokłócić się z kolesiami, pokrzyczeć na sędziego, zakląć pod nosem i przy okazji posmakować dobrego piwa. Cieszmy się grą naszych drużyn, które nie raz sprawiają niespodzianki godne urodzinowego prezentu, wygrywając mecz na szczycie, mecz derbowy, mecz o awans. Piękna ta nasza 5 liga, nasza polska...